„Zamieszkać ze sobą przed ślubem? – oto jest pytanie! Czy chcemy „przetestować” bycie razem „na dobre i na złe”?

Czy, zanim zdecydujemy się na ten ważny krok w życiu jakim jest formalizacja związku, chcemy „przetestować” bycie razem „na dobre i złe” zamieszkać razem przed ślubem? Przyzwyczailiśmy się, że na testowanie wszelkich produktów i usługi oraz zwrot towaru mamy określoną ilość czasu i przed upływem tego terminu możemy zupełnie bezproblemowo, bez podawania przyczyn, zwrócić towar, z którego nie jesteśmy zadowoleni. Czy podobnym pragmatyzmem kierujemy się wybierając towarzysza na resztę życia? Czy faktycznie chcemy móc „pobawić się w dom”, ale mieć furtkę pozwalającą na szybki „zwrot towaru” w przypadku, gdy coś w drugiej osobie nie będzie nam odpowiadało? Czy w przeciwieństwie do naszych dziadków, a nawet rodziców, zamiast długiego narzeczeństwa, stopniowego poznawania się i życia według zasad wiary, wolimy szybko „spróbować”, aby móc równie szybko zrezygnować i przejść do kolejnej relacji – w myśl zasady, którą ironicznie wyśpiewuje Kasia Klich: „ Znów się zepsułeś i wiem co zrobię, zamienię Ciebie na lepszy model”. A może – w czasach kiedy w każdej dziedzinie życia towarzyszy nam pośpiech i pochopność, media nagłaśniają wszelkie drastyczne przypadki małżeńskie, a dodatkowo jesteśmy przekonywani, że tego, co się psuje nie należy naprawiać, a natychmiast wyrzucić, by sięgnąć po nowe, w dobie rozwodów i zdrad – po prostu boimy się że coś nie wyjdzie i chcemy testu przed definitywnym cywilnym lub kościelnym „TAK, ślubuję”?

 

Internetowe biuro matrymonialne MyDwoje.pl postanowiło zapytać blisko tysiąc swoich Użytkowników czy uważają, że mieszkanie przed ślubem z partnerem jest opcją, którą wybiorą. Zobaczcie, czy Polki i Polacy chcą testować kandydatów do małżeństwa.

 

Kochamy sprawdziany i poczucie dobrej decyzji

 

Czy przed ślubem warto zamieszkać z partnerem? Aż 78% mężczyzn i 69% kobiet stwierdza, że uznaje to za konieczność, gdyż tylko w ten sposób, według nich, można poznać przyszłego partnera/partnerkę. Przed laty ludzie pozwalali sobie na długi okres narzeczeństwa: spotykali się na nieśmiałych spacerach, potem na randkach, do których przygotowywali się starannie i na których był czas na długie rozmowy, poznawanie swoich oczekiwań i pragnień, a potem na wspólnych wyjazdach, które pozwalały na coraz większą śmiałość. Jednak upływało dużo czasu zanim decydowali się na zaproszenie wybranki/wybranka do swojego domu, gdyż wiązało się to z deklaracją „poważnego myślenia o wspólnej przyszłości”. Współcześni single przekonują, że nie warto tak wydłużać sympatycznej znajomości. Nie warto również życia małżeńskiego zostawiać na czas… małżeństwa. Bo przecież można wypróbować wszystkie jego aspekty – zarówno te najprzyjemniejsze, jak i te trudniejsze. Mamy szansę dogłębnie i „na wylot” poznać kandydata do małżeństwa, prześwietlić go, przeanalizować, zrobić listę wszystkich „za i przeciw”, ale co potem? Według Singli najważniejszą zaletą tego stanu rzeczy jest możliwość szybkiego i w miarę bezbolesnego rozstania. Bez zbędnych formalności, bez ciągania się po sądach, a nawet bez zbędnych wyjaśnień. Przecież jeszcze niczego nie obiecaliśmy, więc, gdy nie jest tak jak sobie wymarzyliśmy lub gdy pojawi się ktoś lepszy, możemy szybko „zabrać swoje zabawki” i definitywnie zamknąć za sobą drzwi… A jeśli się uda, to już tylko pompa: piękny, biały ślub, goście, prezenty, podróż poślubna, a potem… nic nowego, przecież małżeństwo nie różni się od tego, co już dobrze zdążyliśmy przetestować.

 

Warto poczekać, bo wiara, brak pewności, rodzina…

 

Znacznie mniejsza grupa osób przekonuje, że nie powinno się spieszyć, a decyzja o wspólnym zamieszkaniu wymaga nieco więcej zastanowienia. Dla tej grupy osób wspólna codzienność jest krokiem milowym, na który należy się odpowiednio i spokojnie przygotować. Osoby, które do tego typu zobowiązań podchodzą bardzo poważnie, przekonują, że „zabawa w dom na próbę” nie jest wcale dobrym pomysłem. Nie chcą oddać siebie i swojego świata w całości osobie, której nie są na tyle pewni, by była konieczność przeprowadzania na niej tego swoistego testu. Wierzą oni również, że małżeństwo nie jest w domyśle niekończącą się sielanką, a – zwłaszcza w początkowym etapie – pracą nad sobą, nad własnymi słabościami, nad relacją z drugą osobą. Dlatego, jeśli świadomie zdecydują się na ten krok, zaakceptują zalety i wady partnera, które poznali w okresie narzeczeństwa. Małżeństwo daje im również gwarancje tego, że jeśli „znudzą się” małżonkowi lub pojawią się trudności w związku, będzie im znacznie trudniej się rozstać, więc swoją decyzję będą musieli poważnie przemyśleć, co daje im poczucie bezpieczeństwa zwłaszcza, gdy zdążą już założyć rodzinę. 14% kobiet i 5% mężczyzn deklaruje, że nigdy nie zdecyduje się na wspólne zamieszkanie,  gdy nie ma co do drugiej strony całkowitej pewności. Tylko 7% pań i  4% panów przyznaje, że wartości, które wyznają i szacunek do zasad wiary nie pozwoli im uczynić takiego kroku, póki nie połączy ich węzeł małżeński. Bardzo nieliczni przyznają, że ma na to wpływ opinia najbliższego otoczenia lub po prostu przed ślubem chcą mieszkać sami – bez podawania przyczyn.

 

Zamienię Ciebie na lepszy model?

 

Z badań przeprowadzonych przez portal randkowy MyDwoje wynika, że większość osób zdecyduje się na wspólne zamieszkanie przed ślubem. Mamy coraz większą tendencję, by żyć wygodnie i dopasowywać do siebie otoczenie tak, by nie trzeba było podejmować zbytniego wysiłku. Chcemy również sprawdzić nowego partnera, by finalnie orzec czy nadaje się do małżeństwa, czy też powinien szybko ulotnić się z naszego życia, gdy powtórzymy mu za piosenkarką szydercze słowa jej piosenki parodiującej rzeczywistość: „ Minął termin twojej przydatności, gwarancja nie obejmuje Cię, nie pozostawiasz mi wyboru, na lepszy model zmienię Cię, nie potrzebuję w domu złomu dłużej nie”. Czy jednak takie podejście sprawdzi się w przypadku osób, które jednak marzą o ślubie? Czy decyzja o wspólnym „M” nie będzie „gwoździem do trumny”, gdy po kliku latach tego testu namiętne uczucie zastąpi przyzwyczajenie i wygoda? A może związki konkubenckie, które są coraz bardziej popularne to wynik tego podejścia? I jeszcze jedno pytanie: po co nam w takim układzie ślub? Czy ma on takie znaczenie jak w zamierzeniu, czy stał się tylko koniecznością, by wyprawić niesamowite przyjęcie weselne, pochwalić się suknią od projektanta i wymyślnymi atrakcjami dla gości, których jeszcze „żadna koleżanka nie miała na swoim”? Nie zapominajmy, że drugi człowiek to nie kanapa, która ma być piękna i wygodna, a prawdziwie szczęśliwe wspólne życie to mozolna praca i wyzbycie się egoizmu  – niezależnie czy jesteśmy już ze sobą formalnie czy „na kocią łapę”.

 

Więcej na temat: https://www.mydwoje.pl/Media/Informacja-prasowa/Czy-zamieszkac-razem-przed-slubem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *